Powrót do Szkoła w Dankowicach

Historia szkolnictwa

Dankowice, wieś leżąca w Kotlinie Oświęcimskiej powstała zapewne w początkach XIV wieku. Pierwsza wzmianka o istnieniu szkoły pochodzi z 1531 r. W „Acta visitationis” z roku 1598 znajdujących się w Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie znajduje się wzmianka o istniejącej w Dankowicach szkole parafialnej. Jej rektor, czyli nauczyciel, miał dom z ogrodem, a parafianie oprócz opłaty składali co roku na jego utrzymanie po 2 chleby i po furze opału. 

Dalsze losy szkoły poznajemy z kolejnych powizytacyjnych zapisków. W 1663 roku wizytator polecił proboszczowi, by zatrudnił lepszego nauczyciela. Często bywał nim wówczas organista. Jednak w 1708 roku uczeniem dzieci zajmował się osobny bakałarz, co było rzadko spotykanym przypadkiem w wiejskiej szkole parafialnej. W 1732 roku uczył organista, za swoją pracę miał do użytku kilkanaście zagonów, a nadto od każdego z kmieci otrzymywał duży chleb i 3 razy w roku po 3 grosze zwane kropidłowym. Natomiast z dworu dostawał 10 złotych za śpiewanie różańca. W 1803 r. dwór już nic nie dawał, zaś chłopi „chleba gospodarskiego ośmiofuntowego” dawali organiście sztuk 36 oraz 18 reńskich.

W odnalezionej w krakowskim archiwum państwowym umowie z nauczycielem zawarty jest opis budynku szkolnego z roku 1854. Zbudowany był on z drewna, pokryty gontami i zaopatrzony w murowany komin. Mieścił on salę lekcyjną o 4 oknach, ogrzewaną piecem kaflowym, a 2 małe pokoje i kuchnia stanowiły mieszkanie nauczyciela.

Szkoła musiała być bardzo stara skoro odnotowano fakt całkowitego zbutwienia ścian i konieczności podpierania gzymsów dachowych drewnianymi belkami bez których budynek by się zawalił. Podobne podpory znajdowały się w sali lekcyjnej w której było tak ciemno, że czytać można było „tylko przy dużym wysiłku”. Za pomocą drabiny można było dostać się na strych gdzie przechowywano siano i słomę. Nauczyciel miał również do dyspozycji budynek gospodarczy mieszczący chlew na 2 krowy i świnie.

W 1860 roku ksiądz Lewkowicz w „Kronice Parafialnej” zanotował: „w poprzednim zaś roku poświęciłem kamień węgielny pod nową szkołę ludową, której Najjaśniejszy Arcywódz Albrecht patron Dankowic podczas wizytacji parafii 23 kwietnia budowę polecił i kolandował”. Należy zadać sobie pytanie, jaka zmiana zaszła w sytuacji materialnej tutejszych chłopów, skoro miejscowy proboszcz w kronice pod rokiem 1853 zapisał o gradobiciu, które prawie zupełnie zniszczyło miejscowe uprawy, a w głodowych latach 1847 i 1848 zmarło tu łącznie 268 osób. Ten przełom związany był z budową linii kolejowej łączącej Wiedeń z Krakowem. Wielu średniozamożnych chłopów posiadających furmanki miało możliwość w latach 1840– 1856 dobrego zarobku przy budowie Nord Bahn Kaiser Ferdinand. Z tych ciężko zapracowanych pieniędzy powstała około 1860 r. w miejscu drewnianej, pierwsza murowana szkoła, Jednoklasowa Szkoła Ludowa. Był to zarazem jeden z pierwszych budynków wykonanych z cegły w naszej miejscowości. Nauczyciel miał do dyspozycji zabudowania gospodarskie takie jak: stodoła, stajnia i węglarka, a także 38 arów gruntu ornego i 18 arów sadu.

Warunki pracy były ciężkie. Do 1899 r. jeden nauczyciel uczył blisko 200 dzieci. Trudno sobie dziś wyobrazić, w jaki sposób organizował swą pracę. Później na jednego nauczyciela przypadało od 50 do 100 wychowanków. W małych zatłoczonych klasach trudno było utrzymać dyscyplinę.


Ilość niepowodzeń szkolnych była olbrzymia. Do wybuchu II wojny światowej wynosiła ona od 10,5 – 44 %. Efektem częstych nieobecności w szkole były liczne przypadki nieklasyfikowania dzieci. Uczniowie często opuszczali lekcje z powodu prac polowych, konieczności opieki nad młodszym rodzeństwem czy też zwykłego braku butów w okresie zimowym. Jesienią i wiosną problem obuwia nie istniał, bo nawet dzieci, które je posiadały do szkoły chodziły boso. Absencje miały również wpływ na ilość uzyskiwanych ocen niedostatecznych. Warunki domowe uczniów były bardzo ciężkie. Często w jednej izbie mieszkała rodzina 10-cio osobowa. Dzieci nie mogły liczyć na pomoc rodziców. Wieś nie posiadała elektryczności, a nafta dla wielu była towarem luksusowym. Nie wszyscy posiadali podręczniki. W młodszych klasach do pisania używano tabliczek i rysików.

Największym problemem placówki w Dankowicach były trudności lokalowe. W latach 1860-1922 nauka odbywała się tylko w dwóch salach lekcyjnych. Zmuszało to do nauki na dwie zmiany oraz łączenia klas. Problem ten w latach 1922-1926 próbowano rozwiązać przez wynajem izby w budynku prywatnym mieszczącym się nieopodal szkoły. Utrata dodatkowego pomieszczenia spowodowała konieczność rozbudowy szkoły. Realizacja tego pomysłu wiąże się z przybyciem do wsi Adolfa Kalicińskiego, nauczyciela znanego ze społecznych działań we wsi Wierzchosławice. Poświęcenie kamienia węgielnego pod rozbudowę szkoły odbyło się 23 sierpnia 1931 r. Podstawowym źródłem dochodów były zabawy organizowane przez Komitet Budowy Szkoły kierowany przez Adolfa Kalicińskiego, naczelnika gminy Józefa Lacha i Antoniego Marcińczyka. Mimo tych działań i czynów społecznych miejscowych chłopów, pieniędzy i tak brakowało. Społecznicy z komitetu musieli zaciągnąć kredyt bankowy by móc dokończyć inwestycję. W następnym roku zakończono budowę 2 nowych sal szkolnych. Nauka w nich rozpoczęła się w czwartek 24-go listopada. O postawie miejscowej ludności najlepiej świadczy fakt, że w tym samym czasie, w trudnych czasach bezrobocia i kryzysu gospodarczego, ze społecznych środków wybudowano również Dom Strażaka pełniący rolę środowiskowego domu kultury.

Wybuch wojny przerwał rok szkolny 1939/1940. Wielu mieszkańców Dankowic uciekło ze wsi przed zbliżającymi się Niemcami. Nauczyciele już 1 września wieczorem zostali zawiadomieni o zorganizowanym pociągu ewakuacyjnym dla urzędników państwowych. Wyruszyli ze stacji Biała Lipnik, by po wielu dniach wśród bombardowań dotrzeć do miasteczka Brody na kresach wschodnich. Tam uczestnicy transportu noszącego kryptonim „Jadwiga” zmienili kierunek ucieczki w obawie przed zbliżającymi się wojskami sowieckimi i już na własną rękę ruszyli w drogę powrotną. Do Dankowic dotarła w połowie listopada tylko rodzina Kalicińskich. Wieś znalazła się wśród ziem polskich przyłączonych do Rzeszy. Szkoła w początkowym okresie nie funkcjonowała. Dopiero w grudniu 1939 r. rozpoczęto naukę. Dwaj niemieccy nauczyciele, lotnicy rekonwalescenci, prowadzili naukę w swoim ojczystym języku. Dzieci uczono języka niemieckiego, czytania gotyckiego pisma, faszystowskiego pozdrowienia i niemieckich pieśni. W końcu 1940 r. do wsi przesiedlono „bauerów”, niemieckich osadników głównie z części Rumunii włączonej do ZSRR, którzy przejęli najładniejsze domy i gospodarstwa. Szkołę przeznaczono tylko dla ich dzieci. Wyrzuconych z domostw Polaków przyjęli ich sąsiedzi do swych ciasnych mieszkań. Polska młodzież zmuszona była uczęszczać do szkół w sąsiednich miejscowościach. Droga dzieci do szkoły wynosiła od 3-6 kilometrów. Nie była ona łatwa, a stała się niebezpieczna szczególnie w końcowym okresie wojny ze względu na odłamki pocisków artylerii przeciwlotniczej ostrzeliwującej samoloty bombardujące okoliczne zakłady przemysłowe. Starsze dzieci zmuszone były również pracować u bauerów. Niewiele z nich realizowało obowiązek szkolny.

ankowice zostały wyzwolone 28 stycznia 1945 roku. Niestety w wyniku działań wojennych ucierpiał budynek szkolny. Spore straty spowodowała eksplozja samochodu przewożącego amunicję w bliskim sąsiedztwie szkoły. Wypadły wszystkie okna, uszkodzony został dach i sufity w nowej części budynku. Misję zorganizowania szkoły zlecono Stanisławowi Fajfrowi. Przeprowadzono remont klas a szczególnie okien, co nie było rzeczą łatwą ze względu na brak materiałów. Po wielkich trudach przygotowano dwie klasy do nauki. Dokonano zapisu dzieci do poszczególnych klas i 14 kwietnia rozpoczęto rok szkolny. Dwóch nauczycieli, a 257 uczniaków bardzo zróżnicowanych wiekiem, dwie sale o powierzchni 86 m kwadratowych, 38 przedwojennych czteroosobowych ławek, 15 stolików dwuosobowych, 6 stołów zwykłych, 3 tablice ze stojakami, 4 szafy, 2 wieszaki wolnostojące oto bilans otwarcia.

Wiosną 1946 roku zawiązał się Komitet Budowy Szkoły w Dankowicach, na czele którego stanęli Jan Czekaj – przewodniczący, Ludwik Kamiński – skarbnik, Stanisław Fajfer – sekretarz oraz członkowie Franciszek Maciejczyk i Stefan Maroszek. Już w czerwcu tego roku w Przedsiębiorstwie Robót Budowlanych w Czechowicach – Dziedzicach opracowano plan rozbudowy szkoły powszechnej. Zakładał on wyburzenie najstarszej zagrzybionej części budynku. W nowej placówce miało się znaleźć siedem sal lekcyjnych, kuchnia, szatnia oraz kancelaria. Realizacja tego projektu napotkała wiele trudności. Najpoważniejszym problemem była postawa architekta powiatowego, który nie chciał go zatwierdzić. Komitet zdecydował się na prowadzenie polityki faktów dokonanych i rozpoczął budowę bez jego zgody. Zorganizowano zbiórkę wśród mieszkańców i za uzyskane pieniądze zakupiono cegłę, wapno, piasek i rozpoczęto prace. Obiekt w stanie surowym został ukończony we wrześniu 1947 roku. Przy budowie pracowało wielu mieszkańców wsi, którzy w ten sposób odrabiali podatek zwany szarwarkiem. Z powodu braku środków finansowych projekt rozbudowy szkoły nie został zrealizowany w całości. Ograniczono się więc do dobudowy dwóch sal na piętrze.

Dalsza rozbudowa miała być kontynuowana przez władze gdyż realizacja inwestycji znalazła się w powiatowych planach inwestycyjnych. Komitet przystąpił natomiast do budowy domu nauczyciela. Intencją tego działania było ściągnięcie do Dankowic dobrych, wykwalifikowanych pedagogów, zapobieżenie ciągłym, niekorzystnym zmianom kadry w miejscowej placówce. Rozpoczęto ją w 1949 roku a ukończono dopiero 3 lata później.

Rok 1949 był jednym z burzliwszych w historii wsi. W kraju rozpoczęto proces budowy podstaw komunizmu – ustroju „sprawiedliwości społecznej”. Dankowice znalazły się wśród miejscowości wyznaczonych do tworzenia gospodarstw kolektywnych. Stosując różnego rodzaju formy nacisku przełamano niechęć rolników i utworzono pierwszą w województwie spółdzielnię produkcyjną. W szkole natomiast dokonano zmiany kierownika. W odczuciu społecznym miało to związek z procesem tworzenia spółdzielni, wobec którego nauczyciele przyjęli bierną postawę. Władze uzasadniały ją natomiast niedociągnięciami w pracy Stanisława Fajfra, co nie znajduje jednak odzwierciedlenia w wynikach licznych wizytacji przeprowadzonych przez inspektorat w poprzednim okresie.

19 kwietnia przybył do szkoły nowy kierownik i odbywało się przekazywanie placówki. W pozostawionej bez opieki siódmej klasie wrzało. Na tablicy pojawił się napis: „Nie chcemy nowego kierownika partyjnika”. Siódmoklasiści wyrzucili teczki przez okno i uciekli ze szkoły. Niektórzy wykorzystali do tego rynny. W ślad za nimi poszły młodsze klasy. Wieczorem postanowiono, że następnego dnia najstarsi uczniowie pojadą do inspektoratu w Białej z petycją w obronie usuniętego nauczyciela. Prośby uczniów, aby nie dokonywać zmiany przynajmniej do końca roku szkolnego nie przyniosły skutku. Do szkoły przybyli przedstawiciele władz oświatowych oraz pracownicy UB. Rozmawiać na temat pozostawienia dawnego szkolnego włodarza nikt z rodzicami nie chciał. Pracownicy „bezpieki” starali się ustalić, kto sprowokował taką reakcję dzieci. Wobec solidarnej postawy nie udało im się ustalić inicjatorów zajść. Po 2-dniowej przerwie dzieci wróciły do szkoły.

Koniec lat 40-tych przyniósł wielkie zmiany w szkolnictwie, które wynikały z sytuacji politycznej kraju. Z jednej strony podjęto szereg działań w dziedzinie upowszechnienia oświaty: kursy dla analfabetów, wieczorowa szkoła podstawowa dla pracujących oraz szkoła przysposobienia rolniczego, a z drugiej w wyniku dyrektyw PZPR zmieniono programy szkolne i wychowawcze.

Pięknie rozwijająca się społeczna inicjatywa rozbudowy szkoły została przez władze zaprzepaszczona. Mimo, że zgromadzono już część materiałów do budowlanych inwestycja ta nigdy nie została dokończona. Spowodowało to rozgoryczenie mieszkańców, podobnie jak usunięcie religii ze szkoły w 1953 r.

Październik 1956 r. był również bardzo burzliwy w naszej miejscowości. Na zebraniach wiejskich dyskutowano na temat sposobów wyjścia ze spółdzielni produkcyjnej. Domagano się również przywrócenia do szkoły krzyży i lekcji religii oraz usunięcia kierownika szkoły zbyt zaangażowanego w dziele indoktrynacji, a przywrócenie jego pokrzywdzonego poprzednika. Życzenia gromady zostały spełnione. Ksiądz rozpoczął pracę w szkole w następnym roku, ale pracował w niej tylko niespełna 2 lata, natomiast Stanisław Fajfer kierował placówką do przejścia na emeryturę w 1963 r.

Starania o budowę nowej szkoły rozpoczęto w końcu lat 50-tych. Na wiejskim zebraniu 21 kwietnia 1963 r. utworzono Gromadzki Komitet Budowy Szkoły w Dankowicach, którym kierował nauczyciel Eugeniusz Garstka.

Prace na budowie rozpoczęto w 1967 r. a jeszcze przed ich zakończeniem komitet rozpoczął starania o dobudowę sali gimnastycznej. Uroczystego otwarcia szkoły dokonano 19 września 1971 r. a przekazanie sali do eksploatacji odbyło się dopiero 30 grudnia 1975 r. Razem wartość czynów i prac sfinansowanych przez Społeczny Komitet Budowy Szkoły wyniosła 207 760 zł.

W 1974 r. Komitet Rodzicielski postanowił ufundować szkole sztandar. Poczyniono wstępne kroki. Projekt wykonała sekretarka, Janina Gandor. Równocześnie postanowiono nadać szkole patrona. Zaproponowano 4 kandydatów: Marcelego Nowotkę, Hugona Kołłątaja, Marcina Kasprzaka i Stanisława Staszica, spośród których najwięcej bo aż 136 głosów w referendum uzyskał ksiądz Stanisław. Podobizna patrona znalazła się na sztandarze i na ufundowanej pamiątkowej tablicy kutej w miedzi.

Najnowszym wyzwaniem nie tylko dla szkoły, ale i dla wszystkich instytucji i osób z nią związanych jest reforma zapoczątkowana w 1999 r. przez solidarnościowy rząd Jerzego Buzka. W wyniku wprowadzonych zmian dzieci po ukończeniu 6-letniej szkoły podstawowej winny uczęszczać do 3-letniego gimnazjum. W naszej gminie nie było odpowiedniego wolnego obiektu na zorganizowanie tego typu placówki. Brak środków finansowych gminy o rolniczym charakterze, zaangażowanej w budowę systemu kanalizacyjnego i oczyszczalni ścieków uniemożliwiał budowę nowego obiektu. Trzeba było szukać innych rozwiązań. Na decyzję Rady Gminy niemały wpływ wywarli również mieszkańcy Dankowic, którzy na zebraniu szkolnym zdecydowali się na podjęcie starań o utworzeniu gimnazjum w ich miejscowości. Zebrano 136 podpisów na petycji skierowanej do władz gminnych. Burmistrz i Zarząd Gminy Wilamowice zaproponowali Śląskiemu Kuratorium Oświaty utworzenie w gminie sieci 3 gimnazjów w Wilamowicach, Pisarzowicach i Dankowicach. Gimnazjum w Dankowicach miało znajdować się na oddzielnej kondygnacji szkoły podstawowej. Uczęszcza do niego również młodzież z sąsiedniej Starej Wsi. Stanowisko dyrektora zaproponowano dotychczasowej dyrektor szkoły podstawowej, mgr Marii Berezowskiej.

Zdzisław Chmielarczyk